Przysiadła sierpówka na drucie
Przy elektrycznym słupie.
Samotna każdego ranka przylatuje
I siedzi, i świat obserwuje.
Wsłuchuje się w ciszę niewinnego
Poranka, którą przerwie lada moment
Sznur kolorowych samochodów.
W tej błogiej nibyciszy słucha koncertów
Zdolniejszych od niej ptaków.
Podziwia te barwniejsze,
Ale tylko ona
w całym świecie
Ma najładniejsze niewinne małe oczy.
Naokoło tyle zieleni...
Słońce ją za chwilę opromieni,
Lecz za parę miesięcy
Pewnie pożałuje, że jej przodkowie
Z cieplejszych stron przybyli,
Nieświadomi zimowej zawieruchy.
Śnieg dobry na chwilę.
Śnieg dobry za oknem.
Ciesz się, żeś nie ptakiem się wykluł.
No i odleciała: za jedzeniem się udała.
Lecz coś w miłości jej się nie powodzi,
Bo sama lata, sama jada.
Minęła i zła dla niej zima.
Palec jej na nieszczęście odmroziło,
A lekarza ptasie środowisko
Jeszcze nie wymyśliło.
I taka kuśtykająca na drucie
Znów przysiadła.
Przyleciał do niej jakiś wdowiec.
Chyba się zakochali,
Bo za parę mięsięcy
Dwójki dzieci się dochowali.
Ale i tu ją tragedia spotkała,
Bo syna za miesiąc chęć
Poznania krogulca zgubiła,
A córkę chwilę później
Taka sama głupota życia pozbawiła.
Stara już była ta sierpówka.
Jajek więcej nie zniosła.
Mąż odszedł przejechany,
Dziubiąc kromkę chleba na ulicy.
Gdy przyszły kolejne mrozy
I ona ducha wydała,
Bo na nic siły już nie miała.
Ciesz się, że jesteś człowiekiem.
Nie bądź zazdrosny o skrzydła-
Masz cenniejsze ręcę.
Ptaki spotykają takie,
Jak nasze tragedie,
Tylko nie ma im kto pomóc,
A same nie umieją.
Nie żyją długo, ich los niepewny.
Łączna liczba wyświetleń
piątek, 17 listopada 2006
czwartek, 5 października 2006
"Kwiat"
Kwiecie, co w domowej
Szarości rozkwitasz-
Wydarty naturze,
Zmieniony dla kaprysu
Mody jednego sezonu,
Plączesz swe korzenie
Misternie w ciasnej donicy
I tylko czekasz
Na to, czy Cię ktoś
Napoi, czy ktoś
Twój głód zaspokoi...
Lśnisz teraz, jak srebrzysta
Skóra Księżyca
W sztucznych promieniach
Elektrycznego słońca,
Które nie da Ci energii życia,
Które nie popieści Cię przyjemnym
Muśnięciem ciepłego promyka,
Nie zwabi motyla.
A Ty i tak zakwitasz,
Patrząc przez szybę
Z nadzieją, że Twe nasiono
Trafi za tę niewidzialną barierę
Nie do przebicia.
Człowiek i tak dokona aborcji
Bez Twojej zgody.
"Po co komu brzydki owoc?"-
Powie i usmiechnie się z westchnieniem:
"No mały... kwitniesz albo do kosza!".
Szarości rozkwitasz-
Wydarty naturze,
Zmieniony dla kaprysu
Mody jednego sezonu,
Plączesz swe korzenie
Misternie w ciasnej donicy
I tylko czekasz
Na to, czy Cię ktoś
Napoi, czy ktoś
Twój głód zaspokoi...
Lśnisz teraz, jak srebrzysta
Skóra Księżyca
W sztucznych promieniach
Elektrycznego słońca,
Które nie da Ci energii życia,
Które nie popieści Cię przyjemnym
Muśnięciem ciepłego promyka,
Nie zwabi motyla.
A Ty i tak zakwitasz,
Patrząc przez szybę
Z nadzieją, że Twe nasiono
Trafi za tę niewidzialną barierę
Nie do przebicia.
Człowiek i tak dokona aborcji
Bez Twojej zgody.
"Po co komu brzydki owoc?"-
Powie i usmiechnie się z westchnieniem:
"No mały... kwitniesz albo do kosza!".
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)