I pamiętam jak jechałem,
Kiedy noc zsuwała cienie,
A na dodatek burza zaczynała
Swe ciężkie bardzo brzmienie.
I strzelały błyskawice,
By od blasku pozłociła się pszenica
W ostatnich słońca tonach,
Przyćmiewając wschód księżyca.
Choć niebo granatowe,
Jakby czymś przejęte,
To obraz bajka, obraz bajka
I nic mi nie trzeba więcej.
A jak tak już jechałem
Ze zgubionym strachem w tyle,
Usłyszałem w tym pięknym dziele
Subtelne ważki i motyle.
Nagle pola wszystkie wkoło
Przez chmury się zaróżowiły
I ja tylko to widziałem,
Kiedy inni w serialu się topili.
I pokryło się snem niebo,
A ja nigdzie się nie śpieszę,
Bo ja chcę zobaczyć jeszcze
Dzieło Tego, w którego wierzę.
A Ty Sapiensie zabiegany,
Gdzie się tak naprawdę śpieszysz?
Spóźnisz przez to nie raz na rzeczy,
O których nawet nie wiesz.
Kiedy wzrok masz także w sobie,
Kiedy wierzysz mocno w siebie,
To zobaczyć możesz wszystko wkoło,
A nie tylko dziś i siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz