Ranną porą wstaje Warszawa,
Jeszcze ubrana jakby w pozory.
Wieczór zacznie dezabilem,
Odkrywając mniemane walory.
Pokaże namiętnie słabości umysłu,
Obnaży ciała żeńska lewica.
Uzurpatorem norm każdy
Tu się staje, bo taka jest stolica.
Ten, kto dobrze usytuowany.
Sędzią i stróżem zostaje.
Prestiżem nie jest tu wiedza,
Li większe plecy i kryminalna skarbnica.
Całymi dniami leczy się Warszawa
U doktora, Zachodu Hipokryty-
Tego chorego samobójcy.
W czasie historii jakże nieobytym.
W hatuszu niby ludzie, a heszta?
Zoo: Kwa-kwa, hyby i głupisze.
Zaklęcie wszędzie khąży, że dahemnie
Walczyć. Zmienisz coś? Skądże!
I wiatr sobie głucho śpiewa,
A za nim razem ptaki, drzewa:
Czerwień nadal kąpie się w czerwieni.
Ziemia w beton się zamieni
Plastik mnoży się jak myszy.
Jesteś na nie? Nie przekrzyczysz!
Estetyka na banicji, talent w oficynie,
Honor wyjechał, Prawda pewnie jutro zginie!
A fructibus eorum cognoscetis eos!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz