Że wszyscy bez lądu zostali.
Wielka walka o łyk powietrza.
W toni czarni, żółci i biali.
Leciały w wodę żelazne kłody,
By drogę ku powierzchni zniszczyć
Leciały i zadające ból kamienie ,
By zła sen ziścić.
Potopili się daremni żołnierze.
I ci czarni, i żółci i biali.
Tafla wody była wielka,
Lecz o tlen na wyłączność zabiegali.
Zmarnowli swoje szanse,
Bronią stworzyli możliwości.
Wszystko przez zawiść
I w naturze zapisane przypadłości.
Różnorodność i hegemonia
To nie są przecież żadni kuzyni.
Zachłanna jednolitość
Więzienie z życia każdego uczyni.
Granice, choć trudne
Tworzą ciekawość i gości.
Ich brak za to:
Monotonność i złośliwości.
Wyszli nieliczni na ląd
Z ciał żyzny i bronią utwardzony.
Przeżyli ten potop nieliczni,
Nowy świat nie wyszedł upragniony.
Stultum facit fortuna, quem perdere vult.