Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 9 listopada 2020

"Jesień 2020"

Coraz częściej zapominam,
Czy naprawdę idę pod prąd rzeki.
Coraz częściej zapominam,
Że woda, w której idę, to ścieki.
Coraz częściej zapominam,
Czym człowiek miał się stać.
Nikt nie chce przecież dawać,
Każdy chce tylko brać.

Dzikie instynkty, zezwierzęcenie.
Zatęchłe morze, niewłaściwi dzierżą.
Populizm pod sztucznym niebem,
Słowa logiczne, gardzą tą oberżą.

Coraz częściej powątpiewam,
Że Holocaust to na wieki lekcja.
Coraz częściej powątpiewam,
Kiedy w modzie eugeniczna selekcja.
Coraz częściej powątpiewam,
Że zniewolenie to brednia.
Konsument tworzy gdzieś piekła,
A postęp, to kłamliwa średnia.

Dzikie instynkty, zezwierzęcenie.
Zatęchłe morze, niewłaściwi dzierżą.
Populizm pod sztucznym niebem,
Słowa logiczne, gardzą tą oberżą.

Coraz częściej nic nie chcę słyszeć,
Kiedy nie każdy krok jest postępem.
Coraz częściej nic nie chcę słyszeć,
Kiedy płód ludzki jest problemem,
A koński cennym życia wstępem.
Coraz częściej nie chcę słyszeć,
Gdy inteligentną świnię pakują do worka,
A płaczą, że zginie niezbyt mądra norka.

Dzikie instynkty, zezwierzęcenie.
Zatęchłe morze, niewłaściwi dzierżą.
Populizm pod sztucznym niebem,
Słowa logiczne, gardzą tą oberżą.

Coraz częściej nie chcę widzieć
Jak świat zalewają dwa standardy.
Coraz częściej nie chcę widzieć,
Gdy głupie pomysły wybuchają jak petardy.
Coraz częściej nie chcę widzieć,
Gdy kochasz ślepo obcych, bez refleksji,
A przekreślasz prędko swoich,
Wstydząc się dawnych koneksji.


Dzikie instynkty, zezwierzęcenie.
Zatęchłe morze, niewłaściwi dzierżą.
Populizm pod sztucznym niebem,
Słowa logiczne, gardzą tą oberżą.

Coraz częściej nie chcę czuć,
Kiedy gardzisz, dialogiem i kompromisem.
Coraz częściej nie chcę czuć,
Kiedy przegraną zwiesz pewnie remisem.
Coraz częściej nie chcę czuć,
Gdy dorosłych mieszasz z błotem.
Uczyłeś przecież, że jak obrazisz młodego,
To nie będzie dobrych skutków potem.

Dzikie instynkty, zezwierzęcenie.
Zatęchłe morze, niewłaściwi dzierżą.
Populizm pod sztucznym niebem,
Słowa logiczne, gardzą tą oberżą.

Coraz częściej nie chcę wierzyć,
Że chcecie historii powtórzenia.
Coraz częściej nie chcę wierzyć,
Że kochacie demokracji wynaturzenia.
Coraz częściej nie chcę wierzyć,
Że w zatrutym, przeludnionym świecie,
Chcecie oddać władzę przypadkowym.
Czyni to z ludzi nieodpowiedzialne śmiecie.

Dzikie instynkty, zezwierzęcenie.
Zatęchłe morze, niewłaściwi dzierżą.
Populizm pod sztucznym niebem,
Słowa logiczne, gardzą tą oberżą.

Nigdy więcej nie chcę czuć,
Jak egocentryk powstaje z egoisty.
Nigdy więcej nie chcę czuć,
Kiedy problem wykrzyczany jest oczywistszy.
Nigdy więcej nie chcę czuć,
Że jakieś koło jest zbędne albo najważniejsze.
Auto trasę przemierzy tylko z całym sprzętem.
Na własne życzenie, życie czeka nas chwiejniejsze.

Nie ma racji z prawa, nie ma z lewa.
Potrzeba nam wszystkiego.
Trawa nie wyjdzie nigdy zielona
Bez żółtego i niebieskiego.

sobota, 22 sierpnia 2020

"Mała podróż"

Odlecę, odlecę daleko

W egzotyczne kraje.

Jest to wszakże niedaleko

Po schodach w dół,

Mam tam...- bananowe gaje.


Popłynę, popłynę daleko

Gdzie wzrok tylko sięga.

Jest to wszakże niedaleko,

W szarej wodzie odbija się

Nieba lazurowa wstęga.


Popatrzę, popatrzę na palmy

Dające cień koronkowy.

Jest to wszakże niedaleko.

W ziemi korzeni się

Himalajski jej korzeń- ażurowy.


Zerwę, dziś zerwę maliny,

Wielkie, jak truskawki.

Jest to wszakże niedaleko.

W japońskim chruśniaku

Skubią je europejskie kawki.


Przyglądnę się, przyglądnę

Wielkiemu grzebiącemu.

Jest to wszakże niedaleko,

Spaceruje po ogrodzie

Australijskie emu.






środa, 8 lipca 2020

"Spacer"

Maszerując o 3 w nocy,
Księżyc nam tylko kompanem.
Przebiegły komar raczy się krwią,
Niczym prawdziwym szampanem.

Kształt ciemności uszlachetnia,
Pseudosztuki plastikowy totem.
Czarna owca wydaje się znośna,
Śpiąc niewinnie z kocim miotem.

Słońce krząta się, by zaświecić rano-
Nie jak zimy zaspanym zwyczajem.
Ziemia z daleka wygląda tak samo,
Z bliska nie jest już rajem.

Dzień bezwiednie pchany przez ludzi,
Obojętnych poza własne progi.
Dzień przed siebie zegarem gna.
Nie bolą go przecież żadne nogi.

Skupieni na życiu innych,
Płynąc jak śmieci, a nie ryb kierunkiem.
Zapomniani jesteśmy dla samych siebie.
Zwykła nadzieja nie będzie ratunkiem.

Dobro umiera najczęściej po cichu,
Jak zatrute w pracy pszczoły.
Bez dobra- umrze człowieczeństwo,
Bez pszczół- świat zamieni się w popioły.





niedziela, 21 czerwca 2020

"Dziadku..."

Nie ma Cię tyle czasu już,
Dni  pchają się przed siebie.
Nie ma Cię tyle czasu już,
Chmury gorzko płaczą,
Ze Słońcem bijąc się na niebie.

Nie ma Cię  tyle czasu już,
Miłe żarzy się wspomnienie.
Nie ma Cię tyle czasu już,
Niektórym myśli kipią wręcz,
Gryząc ich sumienie.

Mawiałeś:

Nie odwracaj do tłumu się,
Kiedy dobrze czynić chcesz.
Choć nie wyjdzie słuszny cel,
Dbałości  za ziarno,
Co na złą padło ziemię, nie bierz.

Jezus owce białe miał
A wśród nich czarne też.
Ku dobremu wszystko szło,
Bo tłum wiernie
Za właściwym pasterzem szedł.

Śmiercią wkrótce owce ukarały,
Gdy prawy spytał stado to.
Osąd czarne wpierw wydały,
By białe przemieniły się
W czarnych takich sto.

Historia znów zatoczy krąg,
Gdy pasterza zdusisz
Już nad życia ranem.
Wykujesz diabłu posąg,
Idąc za czarnym baranem.

Nie ma Cię  tyle czasu już,
Wiosna w żałobnym welonie.
Nie ma Cię  tyle czasu już,
Kwiaty wstydzą  pysznić się...
W pąkach ciągle wszystko tonie.

Cuma zerwana z wyspy dobra i zła.
Okręt w niespokojne morze gna.
Bóg ma na nazwisko Los.
Nie licz ciągle kropel
Wszystkich rannych ros.







piątek, 3 kwietnia 2020

"Dziadkowi Edwardowi (1932-2020)"

Krzątałem się ostatnio do nocy,
Byś miał ładniejszy widok z okna.
Szła przecież szumnym krokiem,
Tak wyczekana przez nas wiosna.

Nie dokończyliśmy rozmowy,
Bo miał być, jak zwykle następny raz.
Zapisałem przez lata wiele,
Lecz zostało tyle niedokończonych fraz.

Nie uprzedziłeś, nie zapowiedziałeś...
Odszedłeś..., ze światem się pożegnałeś.
W spadku zostawiłeś nasze marzenia i plany.
Do widzenia, dziadku ukochany.

Posadziliśmy razem tyle drzew-
Na lata żywe pomniki.
Niedługo puszczą soczyste liście-
Pracy naszej coroczne wyniki.

Gdy dojrzeją owoce na czereśni,
Szczepionej przez Ciebie,
Osłodzisz nam tutaj smutek i żal,
Choć jesteś już w odległym Niebie.

Przez trudy wojny, szybko dorosłeś.
Nosiłeś tajemnice życia warte.
W czerwonych czasach
Nie dałeś się zadeptać, idąc w zaparte.

Koiła Cię magia natury:
Nad polami, pszczół pracowitych chmury,
Na drzewach, ptasie koncerty,
Na łące, polnych koników dźwięczne oferty.

Rozterki i ból chowałeś dla siebie,
Serwując w zamian humor i cięty żart.
Wolałeś śpieszyć z pomocą w czyjejś potrzebie,
Bo to wszystkiego dobry start.

Dawałeś z siebie przez życie wiele,
Nie czekając na wdzięczność i oklaski.
By wykorzystać i zasmucić Ciebie,
Ludzie przywdziewali fałszywe maski.

Miłość rozumiałeś zupełnie po swojemu.
Bardziej w czynach, niż słowach,
Wszak w wojny czas, to w nich było kocham Cię,
A nie w czczych, pięknych mowach.

Choć słowa już żadnego nie wypowiesz,
To echo z pustki po Tobie naznaczy nasze życia.
Będzie roznosić się ciągle i ciągle,
Bo to coś nie do zużycia.

Wpoiłeś, że gdy wiemy, co trzeba zrobić,
To zawsze nieważne ludzkie gadanie.
Po coś tu przecież jesteśmy,
Mamy do wypełnienia jakieś zadanie.

Już nigdy nie legniesz rozmarzony,
Gdy puszczę Twą ulubioną piosenkę.
Nie zanucisz tej melodii i słów,
Wspominając lata młodzieńcze.

Bóg zabrał Cię w zawsze młodej duszy,
Oswobodził ze sfatygowanego ciała.
W naszych sercach minie kiedyś ból,
Lecz zostanie już rana szeroka i stała.

Wszechmocny Pan nadał śmierci sens,
Mocą swej przemyślanej dyrekcji.
Odszedłeś więc po coś,
By jak zwykle udzielić nam jakiejś lekcji.