Słodka bezsenność
Patrzy znów na srebrną pełnię
I blade światło rozproszone
W kryształach żyrandolu.
Słodka bezsenność
Nie słyszy absurdu dziennego.
Szuka w ciszy
Spokojnych wspomnień,
Niezapomnianych smaków
I nieopisanych zapachów.
Słodka bezsenność
Tworzy świat lepszy,
Choć za czymś utęskniony.
A ja- otulony w białe fale światła
Sobą być pragnę bardziej,
Niż i tak już jestem w dzień.
Słodka bezsenność
Zabiera mnie znów
Do ciepłej tafli
Lustra wspomnień,
W którym utopiłem
Misę porcelanowych łez.
Nijakie łzy to były;
Łzy bezsmakowe, jakieś twarde.
Ostatnie łzy ronię do misy.
Niedługo zajaśnieją swym
Przejmująco bladym alabastrem.
I spokojnie umysł osiądzie
Na jakimś dnie
I dno się rozjaśni!
Gwiazda polarna przyblednie.
I będzie wygladać mizernie.
Księżyc nie oślepi akasamitu snu
I jego wpływ będzie
Niemożnym zaziemskim pyłem
Zbitym na kształt wyimaginowanego kota
Łaszącego się bezczelnie
Za szybą podświadomości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz